Paradoks
07.05.2009 13:19 - Max Koluszky

Photo by árticotropical (CC)
Nieważne dokąd, bo i tak wszędzie się spóźniam. A za każdym razem wygląda to mniej więcej tak:
1. Zabieram się do wyjścia o 15 minut za późno.
2. Wychodzę z mieszkania. Czekam na windę jadącą z samego parteru.
3. Jadę windą. Zabieram po drodze dwóch sąsiadów. „Dzień dobry” – „Dziękuję” – „Do widzenia”
4. Wybiegam z klatki w kierunku przystanku.
5. W połowie drogi sztywnieją mi łydki i dostaję zadyszki.
6. Widzę jak ucieka mi tramwaj, który przyjechał za wcześnie.
7. Jestem na przystanku.
8. Wsiadam do tramwaju, który się spóźnił.
9. Całą drogę łudzę się, że jeszcze dotrę na miejsce na czas.
10. Wysiadam.
11. Biegnę galopem – truchtam – idę w miarę szybko z wywieszonym ozorem.
12. Wchodzę do budynku.
13. Nie czekam na windę, bo oczywiście stoi na najwyższym piętrze, albo, co gorsza, dopiero tam jedzie.
14. Wbiegam po schodach.
15. Łapię za klamkę i jak co dzień dziwię się, że znów się spóźniłem.
Nikt jeszcze nie wymyślił skutecznego leku na tę przypadłość. Na szczęście, całą winę mogę zrzucić na rodziców. Gdzieś wyczytałem, że notoryczne spóźnialstwo to kwestia błędów wychowawczych. Szkoda tylko, że nie można dostać na to renty.
Co ciekawe, jeśli:
- wyjdę 10 minut wcześniej – spędzę ten czas na przystanku, a spóźnię się dokładnie tyle samo.
- wyjdę 20 minut wcześniej – dojeżdżam na miejsce tak, jakbym wyszedł z domu przynajmniej 30 minut wcześniej.
Jak to wytłumaczyć? Jakieś zakrzywienie czasoprzestrzeni?


07.06.2009 01:50
Wytłumaczyć? Nie, tego się nie da wytłumaczyć. To może być spisek, ale to na pewno nie jest nasza wina.
Kiedyś się dowiem o co chodzi i to oczyści wszystkich nam podobnych. Nikt już nigdy nie powie: “no tak, jak zawsze”.
07.06.2009 01:55
trzymam kciuki, to się musi kiedyś skończyć! ;)